Sanitariuszka Nieznana

"Proszę nie robić ze mnie bohaterki" - zastrzega Zofia Szubiakiewicz-Radwanek, uczestniczka Powstania Warszawskiego, która jako sanitariuszka o pseudonimie "Nieznana", wraz ze starszym bratem Zdzisławem brała udział w zdobywaniu PAST-y na Brzeskiej. Zgadza się na zwyczajną opowieść o swoim życiu.

Zosia Szubiakiewicz urodziła się w styczniu 1927 roku na Starym Mieście, w domu swego dziadka Feliksa, mistrza fachu kamaszniczego. Po jego śmierci rodzina Szubiakiewiczów przeniosła się na Targówek; po wybuchu wojny zamieszkała przy ul. Grzybowskiej. Gdy tu powstało getto, rodzina wróciła na Pragę, tym razem na ulicę Brzeską.

Z września 1939 roku w pamięci Zosi pozostało bombardowanie Warszawy i głód, panujący w mieście po kapitulacji zrujnowanej stolicy. Brat przyniósł malutkiego białego króliczka, mówi: "Będzie na pasztet". Żeśmy przynosili jemu i trawkę i różne rzeczy dobre, żeby jak najszybciej zmężniał. Król już był bardzo duży, święta się zbliżały; niestety, nikt nie miał odwagi jego zabić, nie było pasztetu na święta. Ale po świętach, gdy drzwi były uchylone na korytarz, wyszedł. Ktoś go złapał, najprawdopodobniej zrobił pasztet. To są wspomnienia młodości. Mimo że człowiek nie ma co jeść, to nie zabije stworzenia. Uważam, że to wszystko zależy od wychowania.

We wspomnieniach z lat okupacji pozostały spotkania w rodzinnym gronie i wyjazdy tramwajem do zalesionego Wawra na majówki. Z podręcznego patefonu płynęły przedwojenne melodie, młodzi ludzie czytali poezję, dziewczęta robiły kanapki. Zosia z koleżankami chodziła do Szpitala Ujazdowskiego, gdzie leżeli polscy żołnierze. Od nich nauczyła się wykonywania różnych artystycznych drobiazgów, takich jak płócienne haftowane paseczki, które stały się ozdobą butów - drewniaków, zrobionych jej przez ojca.

Roman, ojciec Zosi, od 1939 roku aktywnie działał w konspiracji. Do Armii Krajowej można było wstąpić, mając 16 lat. W marcu 1943 roku, w podziemiach kościoła przy ul. Skaryszewskiej, Zosia złożyła przysięgę na żołnierza AK. Nie miała pomysłu na pseudonim, ksiądz podpowiedział: "Nieznana". Przeszła tajne szkolenie na sanitariuszkę w Szpitalu Przemienienia Pańskiego.

1 sierpnia 1944 ojciec dostał rozkaz stawienia się w punkcie zbornym w Śródmieściu. Zdzisława, a potem Zosię, łącznik wezwał na Ząbkowską 13. Piętnastu ludzi podzielono na dwie grupy. Pierwsza, 6-osobowa, dowodzona przez kaprala "Karpia", dostała po dwa granaty (dla drugiej broni już nie starczyło). Miała zdobyć budynek Centrali Telefonicznej na Brzeskiej.

Gdy pod bramę podbiegli pierwsi powstańcy, niemieckie pociski śmiertelnie raniły dowódcę drużyny. Brama miała być otwarta, jednak stało się inaczej. Nasz kontakt zawiódł, natarcie załamało się - wspomina Zofia - po chwili ponowiono atak, tym razem bocznymi drzwiami. Grupa uderzeniowa wdarła się do budynku. Po kilku minutach Centrala była w ich rękach.

Powstańcy zdobyli niemieckie karabiny, ładownice z amunicją i pistolet. Po kontratakach niemieckich czołgów i ostrzale budynku stracili jednak łączność z dowództwem. Nad ranem nadjechał czołg niemiecki, który wjechał w żelazną bramę - tam była wielka brama i mur był wysoki, betonowy - zaklinował się. Mimo wszystko, z wieżyczki zaczął strzelać. Dowódca powiedział: "Wycofujemy się". Powstańcy z grupy, zajmującej górne piętra, po rynnie przedostali się na sąsiednią posesję Ząbkowska 17. W składzie drzewa ukryli broń, po czym każdy szukał sobie schronienia. Druga grupa piwnicami przedostała się aż na Targową. Co ciekawe, że jak tylko się Powstanie zaczęło, mieszkańcy pomagali nam w ten sposób, że przebijali piwnice, jedną po drugiej; domy jak były razem, to piwnicami można było przejść przez całą ulicę. Tak dostaliśmy się do ulicy Targowej. Tam już trzeba było przejść na drugą stronę. Naturalnie, już pod ostrzałem niemieckim doszliśmy do ulicy Kępnej i Targowej. Złożyliśmy meldunek. Dla nas Powstanie się skończyło.

Brat Zosi znalazł się w jednej z grup mężczyzn, których Niemcy wywozili do obozów. Ze Stutthofu wrócił pod koniec kwietnia 1945 roku. Gdy Pragę zajęli Rosjanie, NKWD wkroczyło do mieszkania Szubiakiewiczów na Brzeskiej. Matka Zosi była sama w domu. Została aresztowana za posiadane radio, trzymane w piwnicy. Córka uratowała ją, przekupując strażników dwoma litrami spirytusu.

Z walk po drugiej stronie Wisły nie wrócił ojciec. Rodzina dostała wiadomość, że jest pochowany na ul. Śniadeckich 17.Gdy tylko ogłoszono wyzwolenie Warszawy i można było przejść do Śródmieścia, Zosia z mamą przewiozła zwłoki ojca do grobu rodzinnego na Powązkach. Podczas ekshumacji znaleziono w butelce dokumenty, łącznie z aktem zgonu, podpisanym "Akowski Szpital Polowy". Był tam też list do żony Janiny, pisany w ciągu trzech sierpniowych, ostatnich dni walki i życia. Roman wyznaje w nim, między innymi: "Dziś ogarnęła mnie apatia, żal i tęsknota... Dziś widzę, że już się nie zobaczymy... Domyślam się, że straszne rzeczy i wy przechodzicie... Daruj mi wszystko, co złe było. Ja Ciebie tylko kochałem, ale rozstajemy się na jakiś czas".

Po zakończeniu wojny Zosia pracowała w urzędzie skarbowym i wraz z innymi urzędnikami została przewieziona na Ziemie Odzyskane, najpierw do Legnicy, potem do Wrocławia. W 1947 roku poślubiła Jana Radwanka, prawnika. Tęskniła za Warszawą. W 1949 roku wróciła tu z mamą i mężem. W trybie wieczorowym kontynuowała naukę. Pracowała w Ministerstwie Rolnictwa. Przez wiele lat aktywnie działała w Lidze Kobiet. Na Nowym Świecie zorganizowała klub, oferujący paniom ciekawe zajęcia, głównie z dziedziny kultury.

W 1980 roku przeszła na wcześniejszą emeryturę, by mieć więcej czasu dla rodziny, zwłaszcza dla wnuka Piotra. Córka Bożena urodziła go w czasie, gdy kończyła studia na Politechnice Warszawskiej.

Zofia Szubiakiewicz-Radwanek może poszczycić się wieloma odznaczeniami. Najcenniejsze z nich to: Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Armii Krajowej, Krzyż Powstańczy, Medal Wojska Polskiego, Medal Za Warszawę i Medal "Zasłużony dla Warszawy".

Zofia jest członkiem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej oraz sekretarzem i zastępcą prezesa Praskiego Środowiska Związku Powstańców Warszawskich. "To moja prawa ręka - mówi o niej prezes płk. Bohdan Zawolski. - To osoba inicjatywna, konsekwentna i zdecydowana; gdy się czegoś podejmie, dąży do realizacji. Poza tym jest bardzo koleżeńska, uczynna, potrafi współpracować z ludźmi. Jednym słowem - wspaniała kobieta". Nie ustaje w staraniach o ustalenie kompletnej listy nazwisk uczestników walki o praską PAST-ę. Ostatnio uzupełniła ja o mieszkającego we Wrocławiu Maurycego Jakubowskiego "Okularnika". Wiedzę i doświadczenie przekazuje młodym prażanom, od 1996 roku współpracując z Gimnazjum nr 18 im. Ignacego Jana Paderewskiego. Zofia Radwanek mieszka na Saskiej Kępie, po śmierci mamy i męża - sama (jeśli nie liczyć pięknego kota Filomena).

Bogato ukwiecony balkon pozwala jej na relaks bez wychodzenia z domu. Często dzwoni telefon. Córka, wnuk, koleżanki i koledzy kombatanci, gimnazjaliści - wszyscy chcą rozmawiać z uśmiechniętą, otwartą na świat, wciąż nie do końca poznaną Nieznaną.


K.

Korzystałam z pracy Alicji Kłos i Klaudii Karpowicz "Zofia Radwanek. Biografia" oraz Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego.

9203